Przypomniałem sobie to co mnie spotkało w zeszłe wakacje. Spotkanie sam na sam z potęga wszechświata i jego ogromem. Działka gdzieś pod Częstochową, Masłońskie się zwie prawdopodobnie, jeśli mnie pamięć nie myli. Co w tym było takiego niezwykłego? Otóż zwykła wyprawa do miasteczka po alkohol na nocną imprezę, przeistoczyła się koczowanie na środku drogi zadzierając głowę w górę, nie mogąc oderwać oczu od tego wszechogarniającego piękna. Droga Mleczna, bo o niej mówię. Moja miłość, moje marzenie, coś co pomaga mi się odnaleźć w całym tym codziennym burdelu życia, mimo iż nawet nie śmiem zrozumieć całej istoty jej egzystencji.
Wszechświat. Niepojęty od wieków ostatnio, wraz z postępem nauki zaczął odkrywać swoje tajemnice. Jednak żeby nie było łatwo. Razem z rozwiązanymi zagadkami przybywa tych nowych, co raz bardziej tajemniczych. Po co istniejemy? Jak to się wszystko zaczęło? Kiedyś ludzie tłumaczyli to sobie działalnością boga. Teraz, gdy nauka wiedzie prym w tłumaczeniu zagadek otaczającej nas natury i świata w którym żyjemy, religia zeszła na boczny tor. Ale czy nie jest może tak, że bóg do którego modlą się rzesze ludzi na całym świecie (niezależnie czy chodzi o chrześcijan, buddystów czy muzułmanów) nie jest tą właśnie siłą sprawczą która rozpoczęła istnienie wszechrzeczy i której istnienia próbuje dowieść nauka? Czy byłaby to porażka nauki która od dawna jest w otwartym konflikcie z dogmatami rożnych religii? Sądzę że nie! Po prostu udowodniłaby że bóg istnieje/istniał. Dokonała by tego czego żadna religia dokonać nigdy nie mogła. Oparta na wierze nie potrzebuje dowodów na istnienie boga. Nauka ma w swojej naturze to szuka odpowiedzi. Jeśli by znalazła odpowiedź na pytanie czy bóg istnieje, co dalej?
Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Muszę to dokładniej przemyśleć bo jest to problem dość złożony.
Jest też jeszcze jeden aspekt tego tematu. Czy jesteśmy tam sami? Szczerze wątpię. Znany noblista Enrico Fermi wysnuł teorię zwaną potocznie "Paradoksem Fermiego". Zakłada on kilka tez dlaczego jeszcze nie udało nam się skontaktować z obcą cywilizacja.
"Wielkość i wiek Wszechświata sugerują, że powinno istnieć wiele zaawansowanych technicznie pozaziemskich cywilizacji. Jednak takiemu rozumowaniu przeczy brak obserwacyjnych dowodów ich istnienia. Zatem albo początkowe założenia są nieprawidłowe i zaawansowane technicznie życie jest znacznie rzadsze niż się sądzi, albo nasze metody obserwacji są niekompletne i ludzkość jeszcze ich nie wykryła, albo nasze metody są błędne i poszukujemy niewłaściwych śladów."
(http://pl.wikipedia.org/wiki/Paradoks_Fermiego)
Nie jestem przekonany co do tezy iż jesteśmy tutaj sami. Bardziej skłonny byłbym do tego iż źle się za to zabieramy. No bo niech każdy spoglądając na rozgwieżdżone niebo, lub chociaż oglądając słynne HUDF (http://pl.wikipedia.org/wiki/Ultragłębokie_Pole_Hubble'a) zada sobie pytanie. Co by było gdybyśmy byli tutaj sami?
Ja znam na to odpowiedź ...
...Byłoby to wielkie marnotrawstwo przestrzeni.
Sweet Disposition
kompletnie nienormalnie a normalnie tylko czasem.
19 stycznia 2010
surface of the universe.
Subskrybuj:
Posty (Atom)